Błękitna szkoła na Mazurach 26 – 30 maja 2013r.

Plecak już schowany głęboko w szafie, a pralka wesoło podskakuje piorąc ekwipunek żeglarski, co oznacza, że druga wyprawa organizowana na Mazury w II LO w Lesznie w ramach „błękitnej szkoły” dobiegła końca.
Przez pięć dni uczniowie klas pierwszych i drugich mogli chociaż przez chwilę posmakować żeglarstwa, zapoznać się z obsługą jachtu oraz nauczyć się rozróżniać kierunki wiatru, wykonywać komendy, pogłębiać szacunek w stosunku do przyrody i żywiołów oraz uczyć się samodzielności i zaradności.
Zacznijmy od początku, czyli od niedzieli 26 maja, a dokładnie od godziny 3.00., kiedy to na parking nieopodal szkoły zaczęły zjeżdżać się samochody oraz pojawiali się rodzice odprowadzający swoich młodych żeglarzy. Kiedy przyjechał autokar, zaczęło się wielkie pakowanie, zajmowanie jak najlepszych miejsc oraz przygotowania do podróży. Kiedy prawie wszyscy znaleźli się na pokładzie, autokar ruszył w drogę. Wielka maszyna przez prawie 10 godzin żmudnie parła przed siebie w kierunku NE.
Były to godziny z jednej strony przeznaczone na urwanie jeszcze kilku godzin snu, choć dla kadry były też wielkim znakiem zapytania: będzie pogoda czy tak jak w Lesznie przywita nas szarówka i deszcz.
Na szczęście im bliżej celu tym aura okazywała swoje łagodniejsze oblicze, kusząc nas od czasu do czasu jasnymi promieniami słońca.
Jeszcze tylko kilkadziesiąt kilometrów i oto jest cel podróży – Giżycko. Po przyjeździe na miejsce zostaliśmy przywitani przez organizatora wyjazdu – Wojtka, który przedstawił nam sterników, nastąpił podział na załogi i zaokrętowanie na jednostkach. Dla niektórych z nas, którzy po raz pierwszy stanęli na pokładzie jachtu zaczynała się szybka lekcja zapoznania walorów i przestrzennych ograniczeń jednostek. Po krótkim przeszkoleniu załóg nastąpiło pierwsze wyjście na Jezioro Niegocin. Po trzech godzinach żeglugi dobiliśmy do portu, Centralnego Ośrodka Sportu, gdzie można było wymienić pierwsze wrażenia i przygotować posiłek w kambuzie. Następnie toaleta (prysznice czynne tylko do 21.00) i już można było udać się na ognisko, aby cieszyć się kiełbasą pieczoną nad ogniem lub samemu stać się ucztą dla komarów.
Drugiego dnia po pobudce o godzinie 8.00., rozpoczęła się ceremonia szykowania posiłków, które zależały od pomysłowości i umiejętności kucharza (cook’a) lub załogi. Tu należy się wielki ukłon i szacunek dla chłopaków z 1d, którzy potrafili wyczarować sobie różne wymyślne frykasy, na czele z „niedźwiedzim mięsem”. Następnie wypłynęliśmy na jeziora. Każda załoga mogła obrać najwygodniejszą trasę włącznie z ewentualnymi postojami na herbatę, posiłek czy kawę. Portem docelowym było Węgorzewo. Po kilku godzinach na wodzie apetyty załogi były wielkie a moc wrażeń, którą należało wymienić z innymi załogami jeszcze większa. W końcu załogi przepłynęły takie akweny jak jeziora: Kisajno, Dragin, Dobskie, Mamry i Święcajny. Po kolacji znów można było spotkać się z innymi załogami i porozmawiać o tym, co się widziało i przeżyło.
Trzeciego dnia nastroje nie były najlepsze, ponieważ po dość deszczowej nocy, 28 maj przywitał nas nisko wiszącymi chmurami i wiatrem. Po odczekaniu kilku godzin komandor rejsu – Krzysiek zadecydował o wyjściu z portu i rozpoczęciu rejsu, jednocześnie to od sterników i załóg zależało jak długo postanowili żeglować, niemniej było na co popatrzeć. Na jeziorach siła wiatru dochodziła miejscami do 5 stopni w skali Beauforta, a żaglówki wręcz majestatycznie dotykały burtami podczas zwrotów powierzchni jeziora. Silny wiatr powodował, że załogi musiały mocno się „spinać” aby wykonywać szybko i sprawnie komendy sterników. Jachty przełamywały fale a od czasu do czasu woda rozbryzgująca się o dziób lub burtę ochlapywała załogi. Celem naszych jednostek były Mamerki, gdzie mieliśmy zwiedzać bunkry poniemieckie pamiętające czasy II wojny światowej. Niestety, natura znów pokrzyżowała nam plany. Po krótkim okresie uspokojenia nad Mazurami przetoczyła się potężna burza, która niosła ze sobą obfite opady deszczu. Dlatego załogi mogły ten czas poświęcić na przygotowanie posiłku, odpoczynek lub naukę wiązania węzłów. Kiedy sytuacja się uspokoiła ruszyliśmy do Sztynortu, gdzie mogliśmy zwiedzić ruiny pałacu Lehndorffów. Kilka załóg ze względu na wiatr zawinęło do mniejszego portu nieopodal Sztynortu.
Ostatni pełny dzień żeglugi był pokazem tego co, na Mazurach najpiękniejsze, a mianowicie słońca, pięknej pogody, widoków i radości z pływania. Ostatnie jachty wchodziły do portu w Giżycku po godzinie 19.00. Wieczór przeznaczony był na czyszczenie jachtów, wstępne pakowanie, a wieczorem przygotowany został grill.
Ostatniego dnia zdaliśmy jachty o godzinie 9.00., a następnie poszliśmy zwiedzać twierdzę Boyen, no i w drogę. Z niewielkimi przygodami dotarliśmy do Leszna kwadrans po godzinie 22.
Cóż, teraz trzeba czekać kolejne 12 miesięcy na nową wyprawę na Mazury, podczas której będzie można zdobyć patent sternika jachtowego.