W październiku i listopadzie 2016 r. w szkolnej galerii prac Kopernika możemy podziwiać fotografie wykonane przez Adriannę Muszyńską z kl.2b. W fotografowanie Adrianna wkręciła się w drugiej klasie gimnazjum, ponieważ izolowała DNA z cebuli na lekcję biologii i ze względu na to, że nie miała żadnego aparatu w domu (a zależało jej na zdjęciach dobrej jakości), wypożyczyła jeden ze szkolnych aparatów. Stwierdziła, że skoro już go wypożyczyła, to spróbuje wykorzystać go też do czegoś innego. I tym sposobem zaczęła interesować się fotografią portretową, która niecały rok później pod wpływem znalezienia piór dzięcioła dużego w lesie (co jednocześnie obudziło w niej pasję do ornitologii), przerodziło się w oddanie się fotografii przyrodniczej, głównie ptasiej. Po pewnym czasie Adrianna kupiła swój aparat. Trochę z tym zwlekała, ponieważ obawiała się że to kolejna chwilowa przygoda, która zacznie ją powoli nudzić (tak jak to się stało z tańcem, grą na gitarze, ukulele, pianinie, rysowaniem...), jednak okazało się, że ornitologia i fotografia to właśnie to. Jest w tym coś takiego, że Adrianna czuje, że to jest właśnie ta jedna rzecz, która daje szczęście i sprawia, że czas się zatrzymuje. Może godzinami siedzieć w pokoju, ze słuchawkami i uczyć się głosów ptaków, by chodząc ulicą, po lesie wiedzieć i rozpoznać, jaki ptak jest w pobliżu, mimo że go nie widzi. Jak twierdzi, jest jakaś magia w tym, że po czterech godzinach chodzenia po lesie, bez żadnego dobrego ujęcia, gdy siada zrezygnowana na konarze, nagle na gałęzi nad jej głową pojawia się stado raniuszków i zaczynają pozować niczym modele i patrzą prosto w jej oczy malutkimi czarnymi ślepiami.

Oprócz pasjonowania się fotografią i ornitologią Adrianna czasem przebiera się za klauna i idzie do szpitala do dzieci lub na różne festyny, kręci zwierzaki z balonów, maluje dzieciom buźki, żongluje trochę, czaruje itd.
Gdy tylko może, jeździ do schroniska, by wyprowadzać pieski na spacer.
Czasem szyje różne maskotki, poduszki, itd. ale to jej nowa przygoda, tak że na razie robi to na, jej zdaniem, bardzo amatorskim poziomie.
Bieganie z lunetą, aparatem i lornetką po polach, lasach i wszystkim, co się da, jest jednak jej największą pasją.